środa, 17 lipca, 2024
+

    Do Rzeszowa przyjechali Jan Miodek oraz Jerzy Bralczyk, by rozmawiać o współczesnej polszczyźnie

    Polecamy

    Justyna Kozłowska
    Justyna Kozłowskahttps://kurierrzeszowski.pl/
    Redaktor / Dziennikarz - Kurier Rzeszowski - portal, gazeta, TVi
    - Reklama -

    Jaka jest współczesna polszczyzna i jakie procesy w niej zachodzą? Swoją wiedzą na ten temat podzielili się profesorowie Jan Miodek i Jerzy Bralczyk. Mowa była między innymi o feminatywach, zdrobnieniach oraz zaskakujących zwrotach akcji w wykorzystywaniu przez Polaków końcówek fleksyjnych, takich jak „-ów” czy „-y”. Spotkanie odbyło się 24 kwietnia br. w Filharmonii Podkarpackiej w ramach cyklu „Wielkie Pytania w Nauce”.

    Publiczność najpierw wysłuchała wystąpień dwóch zaproszonych językoznawców, a następnie dyskusji z ich udziałem poprowadzonej przez red. Wojciecha Bonowicza.

    O przyszłości języka nie sposób mówić bez uwzględniania jego przeszłości – mówił prof. Jerzy Bralczyk, zwracając uwagę, że te dwa tak różniące się treściowo słowa: „przeszłość” oraz „przyszłość”, są jednocześnie tak bardzo do siebie podobne fonetycznie. Zaznaczył także, że nie jest prawdą twierdzenie, że współcześnie nasz język ubożeje, natomiast coraz uboższa może stawać się nasza mowa. 

    Prof. Jan Miodek podał z kolei przykłady takich zmian w języku, które są dla językoznawców niespodzianką. Jedną z nich jest odmiana w dopełniaczu rzeczowników w rodzaju męskim w liczbie mnogiej. Końcówka „-ów” wydawała się oczywistym rozwiązaniem, bo nie występuje w innych przypadkach, w XIX wieku stosowali ją literaci i pisano np. „o bibliotece pisarzów”, tymczasem nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji i końcówka „-ów” w większości została wyparta przez końcówkę „-y”. Dlatego co prawda mamy odmianę „psów” czy też „kotów”, ale nie ma już „pisarzów” ani „stolarzów”. Inną językową niespodzianką było zamieranie form żeńskich w okresie PRL-u, mimo głoszonego formalnie równouprawnienia kobiet. Okazało się, że wówczas to jednak forma męska stała się znakiem docenienia ról zawodowych kobiet, a forma żeńska przesądzała o traktowaniu mniej poważnym. Dopiero teraz wracają feminatywy, które dla języka polskiego są zjawiskiem naturalnym.

    W czasie dyskusji, podczas której goście usłyszeli pytania skierowane do nich przez rzeszowską publiczność, prof. Jerzy Bralczyk wskazywał na tendencję do używania zdrobnień – i to w sytuacjach zupełnie poważnych. Profesorowi zdarzyło się między innymi usłyszeć w placówce ochrony zdrowia o „moczyku na półeczce”. Inną mocno zauważalną tendencją we współczesnej polszczyźnie jest obecność po 1989 roku licznych anglicyzmów, takich jak np. mocno już w naszym codziennym języku zadomowiony „event”. Prof. Bralczyk dostrzega użyteczność tego słowa, ale pytał, czy wersja spolszczona nie powinna być zapisywana np. „iwęt”?

    Goście analizowali także sposób wymowy skrótu nazwy Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie – czyli WSIiZ, czy skrótowiec powinien być odmieniany, oraz który przysłówek: „we” czy „na” jest poprawny. Na zakończenie dyskusji padły słowa prof. Jerzego Bralczyka: Iwęty we WSIiZie mogą trwać…Po spotkaniu do obu Gości ustawiły się po autografy i zdjęcia kolejki widzów. Był również czas na indywidualne rozmowy o języku polskim oraz książkach obydwu Autorów.

    - REKLAMA -
    - Reklama -

    Więcej artykułów

    - REKLAMA -

    Najnowsze artykuły

    - REKLAMA -
    WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com